Obronną ręką z obrony wyjść.

Studia inżynierskie, w prosty sposób sprowadzają się do jednego dnia- dniem obrony zwanym. Nie oszukujmy się, jest to dzień, który pozwala nam doświadczyć stresów nie mniejszych niż egzamin dojrzałości. W związku z wprowadzeniem dwustopniowego systemu szkolnictwa wyższego, to obrona inżyniera staje się tym pierwszym znaczącym egzaminem w życiu żaka. Bo według takiego podziału studiów to właśnie edukacja pierwszego stopnia powinna zaopatrywać studenta w niezbędną wiedzę teoretyczną i praktyczną, która umożliwi mu wykonywanie zawodu. Nie powinno więc nikogo dziwić jak wielkie emocje towarzyszą temu egzaminowi.

Ścisk w dołku, palpitacje serca,drżenie dłoni, brak apetytu lub wręcz przeciwnie kompulsywne objadanie się. To tylko jedne z niektórych przypadłości o jakich miałam możliwość usłyszeć od moich koleżanek prawie-co-inżynierek, przed ich wielkim dniem. Absolutnie nie wyłączam się z tej grupy. Już tydzień przed szumnym terminem obrony osiągnęłam stan, jaki towarzyszył wielu z nas, stan „czarnej rozpaczy”- „co to będzie ,co to będzie?!”. Z akademików codziennie ruszały wycieczki po melisę czy różne ziołowe środki farmaceutyczne, które miały wpłynąć na lepszą koncentrację i lepsze samopoczucie. To wszystko miało zapewnić wewnętrzny spokój, tak aby na salę egzaminacyjną nie wkroczyć jako wrak studentki, która cały tydzień żyła w wielkim stresie.

Jednak zamiast wyolbrzymiać sam dzień obrony i tragizować nad materiałem, który wypadałoby przerobić zanim wystąpi się przed komisją, należy przyjąć odpowiednią taktykę. W ruch niech idą wszelkie kolorowe zakładki, karteczki, markery. Podział materiału na części, najlepiej tematycznie powiązane i takie, których objętość pozwala na opanowanie w przeznaczonym na to czasie, to połowa sukcesu. Bo jak każda studentka kierunku technicznego wiedzieć powinna, studia inżynierskie to nie wkuwanie regułek na pamięć tylko logiczne myślenie i umiejętność łączenia wielu dziedzin nauki. Oczywiście do powodzenia całości, jak głosi nauka o organizacji, muszą przyczynić się wszystkie części tworzące całość. Dlatego nie zapominajmy, że nie możemy skupić się na 24 godzinnym trybie nauki. Aby zapewnić sobie efektywność i skuteczność zapewnijmy sobie choć odrobinę rozrywki i przyjemności, niech będzie to chociażby spacer czy kostka czekolady...hmmm...no może nawet trzy kostki. Dużo łatwiej będzie nam się uczyło jeśli zaspokoimy też swoje hedonistyczne potrzeby.

Przed samym wejściem na salę: głęboki oddech i do boju! Ważne żeby pamiętać, że obrona to nie tylko 80 pytań wywieszonych w gablotce i opracowanych przez grupę tych pilniejszych studentów. To wiedza jaką zdobywa się przez 3,5 bądź 4 lata studiów. To wiedza wynikająca z tematu poruszonego w pracy inżynierskiej. Czyli głowa do góry, bo nie jest się ocenianym tylko przez pryzmat często chaotycznej odpowiedzi na wylosowane pytanie. Liczy się całokształt. A po 20 minutach i odpowiedzi na parę pytań wychodzi się z sali z uśmiechem na twarzy i tytułem inżyniera:)

EMPE














Copyright © 2010 inżynierka.pl