![]() |
|||||||||
![]() |
| Sezon grilowy rozpoczęty - czyli wiosna na SGGW |
||
|
|
|
||||
Co jak co, ale Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie posiada jeden wielki, niepodważalny atut – kampus na Ursynowie. Wielohektarowe trawniki, z występującymi gdzieniegdzie budynkami wydziałów, parkingiem w centralnej części i domami studenckimi na obrzeżach. Na nich to właśnie kiedy tylko słonko zaczyna świecić intensywniej a dzień staje się dłuższy pojawiają się rzesze studentów spragnionych świeżego powiewu wiatru, orzeźwienia i kiełbaski. Od maja po październik tereny najbliżej akademików zapełnione są gromadami młodych ludzi miło spędzających wolne popołudnia i wieczory. Można tu i pospacerować, i pobiegać, pograć w piłkę plażową, piłkę nożną czy koszykówkę, i nawet zmierzyć się na boisku z doktorami, którzy na co dzień wpajają wiedzę, żądnym wiedzy studentom, w której to dziedzinie są nie do pokonania, a na boisku a i owszem. Po tak intensywnych zajęciach należy się odpoczynek i wtedy właśnie grille idą w ruch. Wieczorem kampus rozświetlają palące się punkty, otoczone grupkami zgłodniałych studentów nie mogących się doczekać pierwszej upieczonej kiełbaski. W dal płyną studenckie opowieści z ostatnich przygód Studenta w Leclerku, czy Studenta na Wydziale. A że okraszone napojami orzeźwiającymi, niespotykanej treści te historie potrafią wprawić w prawdziwe zdumienie, wywołać wręcz niedowierzanie u słuchaczy, ale zawsze powodują uśmiech na twarzy i są zapowiedzią mile spędzonej nocy. Jako że wiosną noce wcale nie są za ciepłe, po kilku godzinkach nawet kocyk wyciągnięty z akademika ciepła nie daje, a i po węglach na grillu śladu nie ma, trzeba więc pożegnać przyjaciół, którzy przyjechali z odległych dzielnic specjalnie na kampus i wrócić smętnie do pokoju, przy okazji sprawdzając czy następnego dnia nie ma przypadkiem jakiegoś kolokwium. Będąc ofiarą nieprawdopodobnego zaginięcia rzeczy osobistej, z samego rana dnia następnego obowiązkowo trzeba udać się z powrotem na trawnik w miejsce wieczornej zabawy. Przy odrobinie szczęścia można odnaleźć zagubiony widelczyk, pozostawiony kocyk, albo nawet kolegę śpiącego w kocyku pod gołym niebem. Zajęcia zajęciami, a na przerwach
zawsze można wyjść na chwilę na słonko, poopalać się
troszeczkę i złapać witaminy D, albo skoczyć do sklepu koło
akademika na lody. Ogromną zaletą mieszkania na kampusie jest
możliwość dotarcia na wydział i z powrotem w 5 minut. Nie trzeba
wychodzić daleko, żeby znaleźć spokojne miejsce do odpoczynku i
prosto po ostatnich ćwiczeniach rozłożyć kocyk na trawie, poleżeć
i odpocząć po trudach dnia spędzonego na uczelni. Jednym słowem -
miło. Elżbieta Wojtczak
|
|||||
|
|
|||||
|
Copyright © 2010 inżynierka.pl
![]() |
|
|